vogue at ownlog '06


Link 02.03.2005 :: 13:58 Komentuj (12)
1.Dziś pierwszy dzień szkoły. Pierwsze trzy lekcje. Wczoraj mi się nie chciało. Przedwczoraj mi się nie chciało. To wzięłam i poszłam. I chuj. Mam dość do końca tygodnia.
2.Właśnie dowiedziałam się, co się zdarzyło poprzedniej soboty. Ponoć pobiłam kumpla, strzeliłam focha i w środku imprezy poszłam do domu [choć to chyba nie ja powinnam się obrazić].
3.Z aktualności:
otóż właśnie wróciłam od Pani Dentystki, która wydała wyrok na mojego zęba. Cóż, bywa. Tylko czemu ta śmierć jest taka bolesna?!


Link 05.03.2005 :: 13:39 Komentuj (7)
Wczorajszy wieczór wyjątkowo spokojnie i kulturalnie. Chyba nie wiem, czy mi to pasuje. Jedyny plus to fakt, że dziś obejdzie się bez kefiru. Za to sobota zapowiada się pasjonująco: zmywanie, sprzątanie, przepisywanie zeszytów. Wynajduję sobie setki zajęć (m. in. to), aby odłożyć na później co nieuniknione. Wyjście gdziekolwiek w zasadzie nie wchodzi w rachubę, bo zbieram pieniądze na zagraniczne wojaże/zakupy po/w Europie w przyszłym miesiącu [czyli jedzenie, alkohol, ubrania, alkohol, kosmetyki, alkohol i wiecie o co chodzi]. Z utęsknieniem czekam więc na kwiecień, a póki co, wracam do garów;].


Link 07.03.2005 :: 19:18 Komentuj (15)
W związku z troską o własną osobę, a dokładniej kondycję psychiczną, postanowiłam nie skakać na główkę do głębokiej wody i powoli, z rozsądkiem przyzwyczajać się do właśnie rozpoczętego tygodnia. Dziś na etapie pierwszym oswajania, omijając szerokim łukiem budynek mojego Szanownego Liceum, wybrałam się na miasto. Dzień można więc zaliczyć do bardziej udanych, mimo czerwonego nosa, mokrych do kolan nogawek spodni i kropelek napływającej do oczu wody, powstałej z roztopionego, brudno-szarego, pełnego bakterii śniegu. Dziś nic już nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, a z sycącym zapachem pysznej malinowej herbaty rośnie ochota na zabranie się do nauki, wraz z nadejściem jutrzejszego poranka.


Link 11.03.2005 :: 17:43 Komentuj (19)
06.o6.2004 - 50 kg
15.10.2004 - 50 kg
24.12.2004 - 50 kg
18.01.2005 - 50 kg
28.o2.2005 - 50 kg
11.03.2005 - 50 kg

cel? - 50 kg.

Coraz bardziej denerwują mnie blogi o odchudzaniu. Im częściej na nie wpadam. Zaraza. Plaga. Apokalipsa. Na znak buntu przestaję jeść. Dopóki nie znikną. Wszystkie.




Link 17.03.2005 :: 20:40 Komentuj (14)
Głupiemu nie wytłumaczysz.A facetowi to już w ogóle. Szczególnie, kiedy sobie coś ubzdura. Do takiego właśnie wniosku doszłam po wczorajszej rozmowie z [przyjmijmy, że] M., któremu próbowałam [bezskutecznie zresztą] wybić z głowy nasz rzekomy przyszły związek. Oczywiście najpierw bardzo delikatnie zasugerowałam, że ja to jestem głupia, rozpuszczona, taka, owaka i w ogóle dziwna. Zero reakcji. Więc po chwili zastanowienia, dodałam, że jestem również leniwa, i wszystko za mnie inni robią, więc w przyszłości to chcę mieć służbę. Zero reakcji. Następne pół godziny poświęciłam na uświadamianie mu, że totalnie do siebie nie pasujemy i nie mamy absolutnie żadnych wspólnych tematów. Zero reakcji. Zmuszona więc byłam użyć drastycznych środków.
-Nie umiem gotować - napomknęłam niby to od niechcenia.
I poczułam na sobie jego przeszywające na wskroś, mordercze spojrzenie.
-Nie umiesz? Serio? - zapytał z powagą na twarzy, z delikatną nutą zaniepokojenia w głosie.
-Nic. Zupełnie. - odpowiedziałam, niezupełnie zresztą zgodnie z prawdą.
Nastała chwila niezręcznego milczenia. Ach, och, triumf mój bliskim już był? Tak też myślałam...
-To nic. Ja umiem. - odpowiedział spokojnie.

A we mnie krew zawrzała. I ręce opadły ze zrezygnowania.


Link 27.03.2005 :: 13:51 Komentuj (9)
Ta notka będzie krótka. Bo dzieje się dużo i nie wiem o czym napisać. Bo są święta, a ja świąt tych szczególnie nie lubię i idę spać. Bo mam zepsuty komputer. Bo jestem najedzona. Bo wiosna przyszła. Bo jest dobrze, ale zawsze może być lepiej. Bo ja chcę cappucino czekoladowe. Bo szkoda mi psuć wzroku przed szklanym monitorem. Bo życie jest złe. I niesprawiedliwe. Bo tak. Ot. Po prostu.


Link 29.03.2005 :: 08:17 Komentuj (5)
Wiosna przyszła. I rozgościła się u mnie na dobre. Jest w słońcu, które właśnie podgląda mnie przez szybę i na łące która znów cieszy oczy mało może soczystą ale zawsze zielenią. Jest w moim pokoju, teraz przemalowanym, ver. 2.0, w którym jaśniej się zrobiło i promienniej. I jest we mnie. W mojej głowie, w moim sercu, buzuje wewnątrz, miesza się z krwią, płynie i wrze i nic nie jest w stanie jej teraz odebrać. Nawet rodzice, którzy obudzili mnie dziś po dwóch godzinach snu poprzedzonych całonocną imprezą, żebym pozmywała naczynia.

Załóż bloga

Archiwum

2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl