vogue at ownlog '06


Link 02.03.2006 :: 21:35 Komentuj (2)
Jutrzejszy dzień bardzo legalnie wolny od szkoły. I jednocześnie zabiegany najbardziej ze wszystkich tegotygodniowych. I dreszcze emocji na myśl o wieczorze. Wszystko prawie już kupione, czeka tylko, żeby porozdzielać napoje, jedzenie, zrobić w miarę jadalne kanapki, potem muzyka, taka najbardziej taneczna na płyty. I czekać, czekać do wieczora. Tegoż właśnie, wyjątkowego, raz tylko w życiu, gdy dostanę wpierdol osiemnaście razy z rzędu, za własnym przyzwoleniem. I tylko to zdenerwowanie, czy będzie tak, jak chciałabym żeby było. Czy zobaczę ponad stodwadzieścia uśmiechniętych twarzy tych, którzy mieć byli i bez których tej imprezy sobie nie wyobrażam. Moja osiemnastka. Tylko jedna taka. Niech będzie dobrze;)

A jednak nie musi być dobrze. Taką imprezę zdecydowanie może zepsuć czyjaś śmierć...


Link 05.03.2006 :: 19:55 Komentuj (8)
Że też tak szybko minęło. Cały pokój w kwiatach, kolorowych torebkach, puszkach po piwie[!], poustawianych tu i ówdzie kartkach. Tylko zdjęć brak, bo jako osoba wybitnie rezolutna zapomniałam kupić baterie do aparatu. Mimo wszystkich przeciwności losu jakie chyba tylko mogliśmy napotkać impreza, zdaniem innych się udała. Pozostaje mi tylko wierzyć, że są szczerzy ale zdaje się, że jeśli sto paredziesiąt osób mówi to samo, to raczej nie kłamią. I chociaż cały weekend w plecy, bo senność & zmęczenie & emocje jednocześnie związane ze wspomnieniami. Z tym co było przedtem, co już nie wróci. To chyba jestem szczęśliwa. I przepełniona optymizmem uczę się biografii Słowackiego oraz interpretacji jego twórczości, w wolnych chwilach wkuwając fragmenty "Pana Tadeusza". Pięknie jest, nawet z tymi obowiązkami.


Link 22.03.2006 :: 16:21 Komentuj (5)
Koniec drugiego semestru zbliża się nieubłagalnie a wraz z nim moja coraz większa rozpacz że nie osiągnę tego co zaplanowałam [zapamiętać:nigdy nie zakładać się o oceny...]. Wiosenne poszukiwania pracy jakiekolwiek gdziekolwiek, z raczej marnym skutkiem. Tydzień mija niepostrzeżenie, odnoszę wrażenie, że cały mój rocznik żyje obecnie łapiąc oddechy w weekendy jedynie. I to nie jest fajne. Szkoła jako narzędzie tortur wystosowane przeciw nam przez panstwo, spełnia swoją rolę doskonale wręcz. Codzień coraz większy pesymizm i coraz więcej załamań wokół, bo to jest jednak zdecydowanie za ciężki rok. I nie wiem czemu, ale cały czas wydaje mi się, że maturę piszę już w tym roku, że nic nie umiem i lepiej rzucić szkołę i zacząć karerię fryzjerki bądź kasjerki w spożywczym, to sobie może poradzę. Niech mi ktoś odda tę utraconą wiarę w siebie...
p.s Byłabym zapomniała. Ten poniedziałek wart zaznaczenia jako data pierwszej osiemnastki z wizytą panów mundurach. I tak późno, a kiedyś przecież musiało się stać;)

Załóż bloga

Archiwum

2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl